sobota, 25 maja 2013

Wspomnienia z Plymouth: Norbert Skiba



Jako od jednego z uczestników projektu Leonardo da Vinci : przygotowanie się i zorganizowanie wyjazdu wymagało dużego nakładu pracy i pełnego zaangażowania. Z perspektywy czasu mogę z pewnością stwierdzić, że wyjazd ten był wspaniałą przygodą, Dzięki niemu zdobyłem nowe doświadczenia zawodowe jak i życiowe, poznałem kulturę i obyczaje obcego kraju oraz nawiązałem nowe znajomości. Bogatszy o niezapomniane wrażenia uważam, że warto było poświęcić czas i siłę, aby móc przeżyć te niezapomniane chwilę. Dziękuje wszystkim zaangażowanym za pomoc i wsparcie.
                                                                                                                                                                                                                                                                     
                Norbert Skiba

Wspomnienia z Plymouth: Monika Pielas



Możliwość odbycia praktyk zagranicznych w Plymouth, oprócz tego, że było dla nas szansą na zaistnienie na rynku pracy, była także niesamowitą przygodą. Nie tylko poznaliśmy tam organizacje i sposób funkcjonowania brytyjskich przedsiębiorstw, ale również mieliśmy okazję do zapoznania się z kulturą panującą w Wielkiej Brytanii a także mogliśmy zwiedzić i podziwiać nadmorskie okolice. Wszystkie aspekty wyjazdu dopięte były na ostatni guzik. Był to pouczający i bardzo miły czas dla nas wszystkich.


 Monika Pielas

Wspomnienia z Plymouth: Konrad Zachara



                Decydując się na wyjazd na zagraniczne praktyki do Plymouth, zdecydowanie na początku byłem negatywnie nastawiony i miałem mnóstwo obaw jak będzie to wszystko wyglądać. Na szczęście po przemyśleniu wszystkiego nie zdecydowałem się wycofać z projektu i bardzo się cieszę, że nie popełniłem takiego błędu. Nie wiedziałem czy dam sobie radę z językiem, czy zrozumiem co do mnie mówią ludzie, obawiałem się, że się zgubię gdzieś na mieście i nie będę wiedział co zrobić i ogólnie miałem same czarne myśli. Na szczęście nasza szkoła przygotowała dla nas przygotowanie do stażu, gdzie uczyliśmy się nie tylko języka, ale także zdobyliśmy trochę ogólnej wiedzy o Anglii i kulturze, która tam panuje, a także na przygotowaniach pedagogicznych integrowaliśmy się z grupą i uczyliśmy się jak sobie radzić w sytuacjach stresowych. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że bez tego przygotowania, mój pobyt tam nie byłby tak udany. Wszystkie sprawy związane z dokumentacją organizowała nasza szkoła razem z EuroPA, więc na naszej głowie było tylko odpowiednio przygotować się do praktyk.
                7 kwiecień, dzień naszego wylotu z Polski, bardzo szalony dzień. Do czasu przybycia do Anglii, wszystko było w porządku, śmiech, radość z wyjazdu, odpoczynek od szkoły J, lecz po dotarciu najpierw do Bristolu, a później już do samego Plymouth(pierwszy szok związany z jazdą lewą stroną jezdni) miałem coraz więcej obaw, czy dogadam się z rodziną, czy ich zrozumie, co jeśli nie? Wszelkie obawy prysły po pierwszych minutach z naszymi host family, już w samochodzie podróżując do domu okazało się, że wcale nie jest najgorzej J. Okazało się, że mamy te same zainteresowania i ogólnie, mamy o czym rozmawiać, choć nie ukrywam pierwsze 2 dni były lekkim szokiem, trochę odbierało mowę. W pierwszym dniu wspólny obiad z rodziną, pierwsze rozmowy, zapoznanie się, wręczenie małych upominków z naszego kraju, no i tradycyjne angielskie jedzenie.
                W poniedziałek mieliśmy Welcome Meeting, gdzie dowiedzieliśmy się wszystkiego o naszych miejscach pracy, o mieście. Dostaliśmy mapki specjalnie dla każdego przystosowane z zaznaczonymi miejscami przystanków, numerami autobusów, więc zgubić się w tym wypadku byłoby nie lada sztuką. Po tym spotkaniu wyruszyliśmy w pierwszą wspólna podróż autobusem do centrum, by zorientować się jak wszystko funkcjonuje, a także dostać się z centrum miasta do miejsca pracy. Dotarłem tam wraz z moim kolegą, firma była jeszcze otworzona, więc weszliśmy by poznać się z naszym opiekunem stażu a także współpracownikami.
                Sama firma nazywała się The Learning Curve, znajdowała się na cichej ulicy na parterze w budynku mieszkalnym. Mała firma tylko 2 pomieszczenia, ale jak an taka powierzchnie, było tam dużo stanowisk pracy. Sama firma zajmowała się przeprowadzeniem kursów dla ludzi, którzy mają problem z dostępem do komputerów. Moi współpracownicy byli bardzo wyrozumiali, spokojni, a także niesamowicie wyluzowani, do każdej sprawy podchodzili z dystansem, przez co praca tam była czystą przyjemnością.
                W samym centrum miasta była galeria handlowa, a także osobne sklepy w pobliskich uliczkach. Wszystko można było tam kupić po bardzo okazyjnych cenach w porównaniu do sklepów w Polsce. Wiele osób z tego korzystało w tym i ja, ponieważ nasze kieszonkowe, które dostaliśmy w ramach projektu pozwalało nam na takie zakupy.
                W czasie wolnym po pracy głownie spędzałem z rodziną w domu, ale gdy pogoda pozwalała udawaliśmy się na spacery po okolicy, w sobotę EuroPA zorganizowało nam wspólne zwiedzanie największego w Anglii „akwarium” National Marine Aquarium, a po tym wspólny obiad w restauracji. W niedzielę gdy pogoda była lepsza niż dzień wcześniej udaliśmy się na wycieczkę statkiem po okolicznych wodach, a także spacer po wybrzeżu, a także parku w centrum z wizytówka miasta – morską latarnią. W czwartek EuroPA zorganizowało nam ostatnią rozrywkę w Plymouth, mianowicie gra w kręgle, mieliśmy przy tym sporo zabawy J
                20 kwietnia wróciliśmy do Polski, podsumowując, ten wyjazd był świetną przygodą i szansą na sprawdzenie się w innych warunkach nie tylko pracy, ale także życia. Gdybym miał możliwość jechałbym jeszcze raz na takie praktyki, niestety nie ma na to szans, więc polecam wszystkim innym, żeby się nie obawiali niczego i spróbowali swoich sił w pracy za granicą, ponieważ niesie to ze sobą same pozytywy, niezbędne doświadczenie a także po ukończeniu projektu otrzymuje się dokument Europass, który może nam pomóc w podjęciu jakiejkolwiek pracy. Jeszcze raz wszystkim polecam ten projekt, pozdrawiam
                Konrad Zachara

Wspomnienia z podróży: Robert Lewandowski



Decydując się na wyjazd na zagraniczne praktyki byłem pełen obaw co do tego jak będą one wyglądać i czy sobie wogóle poradzę w innym środowisku. Nie byłem pewien co do swoich umiejętności językowych i nie wiedziałem czy będę się w stanie dogadać z ludźmi czy to w pracy, w domu czy na mieście. Jak się później okazało te obawy były zbędne. Dzięki świetnemu przygotowaniu przez organizatorów wyjazdu z naszej szkoły nic później nie było zaskoczeniem, wiedzieliśmy czego się należy spodziewać i jak się zachować w pewnych sytuacjach.
Gdy tylko nadszedł dzień wyjazdu nie mogłem się już doczekać momentu kiedy znajdziemy się na pokładzie samolotu. Można powiedzieć, że było to moim marzeniem aby udać się w podróż nim. Siedząc przy oknie podziwiałem z góry ładne widoki całych miast, pól, rzek itp.
Będąc już na miejscu w Plymouth zobaczyłem jak wygląda to miasto z bliska. Wąskie uliczki, dom przy domu, jedynie w centrum miasto wyglądało na mniej "ściśnięte", aczkolwiek to wszystko miało swój niepowtarzalny klimat. Bardzo ładnie prezentowała się okolica nabrzeża, doki, latarnia morska, wszechobecne mewy które jednak czasem potrafiły uprzykrzyć życie ;)
Na plus można zaliczyć zakwaterowanie, jako że mieszkałem z kolegą Mateuszem u przesympatycznego Brytyjczyka pana Paula. Dzięki jego zaufaniu do nas mogliśmy się czuć niemalże jak u siebie w domu. Po za tym przygotowywał pyszne posiłki, lunch do zabrania do pracy był zawsze rano dla nas gotowy, a obiady mimo że porcje były ogromne to prawie zawsze zjadaliśmy wszystko :P Nie sposób nie wspomnieć o Codym - psu właściciela, który to zawsze po pracy witał nas z radością w domu gdy nie było jeszcze jego pana.
Praktyki odbyłem w firmie "The Learning Curve" zajmującej się szkoleniami, przeprowadzającej różnego rodzaju kursy dla osób w każdym wieku. Głównie przychodzili do niej ludzie starsi, lub osoby poszukujące pracy aby podszkolić swoje umiejętności np. z zakresu obsługi komputera. Już podczas pierwszej wizyty zapoznawczej wiedziałem z kolegą, że będzie nam się tu przyjemnie pracowało gdyż zastaliśmy naszego szefa uśmiechniętego od ucha do ucha jak i resztę pracowników w firmie równie w dobrych humorach. Będąc już w pracy po dokładnym zapoznaniu się ze strukturą firmy i pracownikami przystąpiliśmy do działania. Każdego dnia mieliśmy do wykonania szereg ciekawych zadań jakie stawiał przed nami nasz "supervisor". Jednego dnia zajmowaliśmy się naprawą zepsutej drukarki i konfigurowaniem oprogramowania na komputerach, po czym drugiego zajmowaliśmy się ich konserwacją po to aby kursant który przychodzi na szkolenie nie rozczarował się z powodu niedziałającego sprzętu. Szef często doglądał jak idzie nam praca, czy wszystko u nas w porządku i czy nie potrzebujemy pomocy - ogólnie rzecz biorąc traktowano nas z szacunkiem. Atmosfera w firmie była zawsze miła mimo, że często w jednym czasie w biurze było sporo kursantów. Pan John (szef) wielokrotnie żartował z pracownikami, choć nie zawsze te żarty rozumieliśmy było wesoło :) Przy lunchu rozmawialiśmy niejednokrotnie o tym jak nam się podoba pobyt w Plymouth, co zwiedziliśmy i co jeszcze zamierzamy zwiedzić, oraz czy planujemy w przyszłości tutaj wrócić. Pobyt w tej firmie bardzo mi się podobał. Dzięki temu poznałem jak wygląda praca w firmie z prawdziwego zdarzenia i jakie zadania należą do osoby na moim stanowisku.
Po pracy trzeba było się rozerwać więc często z kolegą chodziłem na pobliskie boisko za domem pograć w piłkę nożną, zwiedzaliśmy pobliską okolicę i chodziliśmy sklepów. Większość czasu jednak gdy tylko udało nam się wcześniej wyrwać z pracy spędzaliśmy w centrum w dużym kompleksie handlowym "Drake Circus" bądź w sklepie sportowym "Sport Direct" gdyż można tam było kupić naprawdę fajne rzeczy za niewielkie pieniądze. Ja na przykład kupiłem buty za 35 funtów czyli około 170zł gdzie w Polsce najtaniej można je dostać za około 230zł.
Cały wyjazd oceniam za jak najbardziej udany i gdybym ponownie miał okazję w czymś takim uczestniczyć nie wachałbym się. Myślę, że odbycie zagranicznych praktyk jest nie tylko wspaniałym przeżyciem ale też dzięki nim można podszkolić język obcy, a ponadto zaprocentuje to w przyszłości dzięki zdobyciu dokumentu Europass - Mobilność.
Robert Lewandowski

Wspomnienia z Plymouth: Damian Góra




Nasz wyjazd do Plymouth rozpoczął się 7 kwietnia.W niedzielę rano wyruszyliśmy z pod budynku szkoły na lotnisko do Krakowa.Po trwającym ponad dwie godziny locie dotarliśmy do Bristolu.Z lotniska udaliśmy się autokarem który już na nas czekał do Plymouth.Po długiej podróży około godziny 16 czekaliśmy już w centrum na Panią Gosie-koordynatora agencji przyjmującej i na nasze rodziny które miały nas odebrać z centrum miasta.Po dotarciu do domów zapoznaliśmy się z rodziną i zjedliśmy pierwszy angielski obiad.W poniedziałek razem spotkaliśmy się w siedzibie agencji przyjmującej na Welcome Meeting na którym dowiedzieliśmy się wszystkich potrzebnych nam informacji min.jak dojechać do miejsca pracy.Przed pierwszą wizytą w miejscu pracy każdy z nas obawiał się jak będzie i czy damy sobie rade,jak się później okazało obawy były nie potrzebne bo każdy sobie dobrze poradził.Po pierwszym tygodniu pracy wspólnie spotkaliśmy się w piątek w centrum miasta by podzielić się wrażeniami z pierwszego tygodnia pracy a także dowiedzieć się jaki zapowiada się plan zajęć na weekend.W sobotę i niedzielę mieliśmy wycieczkę statkiem, wizytę w aquarium oraz byliśmy na kręgielni.Wszyscy byli bardzo zadowoleni ponieważ ciekawie spędzili czas wolny i każdy wśród tych atrakcji znalazł coś dla siebie.Drugi tydzień minął bardzo szybko i już trzeba było myśleć o powrocie.Ludzi których tam spotkaliśmy byli bardzo mili i pomocni.Często po pracy spotykaliśmy się w centrum miasta i chodziliśmy na spacery nad wybrzeże albo na zakupy.Każdy był bardzo zadowolony z wyjazdu bo mógł się wiele nauczyć i poznać nową kulturę.Sam jestem zadowolony z udziału w projekcie ponieważ poprawiłem swoje umiejętności językowe i zawodowe.Wszystko to sprawiło, że szkoda było wyjeżdżać z Plymouth i wracać do domu.

                                                                                                                    Damian Góra